Profilaktyka się nie klika (foto)
Zapobieganie chorobom to czysty zysk. Argumenty ekonomiczne jasno pokazują, że nakłady na profilaktykę wracają do systemu z nawiązką – m.in. dzięki dłuższej aktywności zawodowej obywateli.






Trzecią edycję Kongresu Zdrowie 360, zorganizowanego przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców pod patronatem „Gazety Lekarskiej”, zdominowała profilaktyka. 16 czerwca kilkudziesięciu ekspertów, w tym politycy oraz przedstawiciele środowiska medycznego, organizacji pacjenckich i świata gospodarki, przekonywali, że powinna ona stać się istotnym elementem polityki zdrowotnej.
Co proponują eksdecydenci?
Obecnie większość środków w ramach systemu ochrony zdrowia trafia do medycyny naprawczej, co na dłuższą metę jest nie do utrzymania. Jak mówił prof. Marcin Czech, który w latach 2017-2019 pełnił funkcję podsekretarza stanu w Ministerstwie Zdrowia, trzeba położyć większy nacisk na szeroko zakrojone działania zapobiegające chorobom, których efekty dotyczą całej populacji.
W podobnym tonie wypowiedział się Wojciech Konieczny, sekretarz stanu w resorcie zdrowia w latach 2023-2025, argumentując, że leczenie staje się coraz droższe. W jego opinii zmniejszenie liczby szpitali czy skrócenie czasu hospitalizacji nie rozwiąże problemu stale rosnących kosztów. Jedynym sposobem na ich obniżenie jest profilaktyka, która przy okazji sprawia, że pacjenci trafiają do lekarzy w znacznie lepszym stanie.
– Pula środków na działania profilaktyczne musi wzrosnąć. Te pieniądze muszą też być jasno wskazane w jakimś funduszu lub w inny sposób „naznaczone” – podkreśliła Beata Małecka-Libera, która kilkanaście lat temu była wiceministrem zdrowia, a obecnie przewodniczy senackiej Komisji Zdrowia. Dodała, że na szczeblu rządowym powinien być „wysoko umocowany” pełnomocnik do spraw zdrowia publicznego, ponieważ zarządzanie tym obszarem obejmuje różne sektory.
Kwestia opłacalności
Główny problem z profilaktyką? – Medialnie słabo się klika. Na co dzień po prostu o niej nie myślimy. Bardziej nośne są informacje o nowoczesnych zdobyczach medycyny – mówił wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej Mateusz Kowalczyk. Przekłada się to na niewystarczającą frekwencję w programach, które pozwalają wykrywać różne choroby na bardzo wczesnym etapie, a zatem są łatwiejsze i tańsze w leczeniu. – Jest ich jednak za mało. Potrzeby są większe, ale bez wsparcia systemowego daleko nie zajdziemy – dodał.
Wsparcie państwa na rzecz profilaktyki jest konieczne, aby obecni 30- czy 40-latkowie nie zaciągali długu zdrowotnego, który prawdopodobnie przyjdzie im sowicie spłacić za dwie–trzy dekady. – W skali całego kraju mamy też dużo do zrobienia pod względem komunikacji. Dotarcie do społeczeństwa jest tu najsłabszym punktem. Musimy przekonywać ludzi, że profilaktyka leży w ich dobrze pojętym interesie – dodał Mateusz Kowalczyk.
– W codziennej pracy lekarza najbardziej brakuje czasu na edukację pacjentów – przyznał wiceprezes NRL Klaudiusz Komor. Dodał, że programy takie jak „Moje zdrowie”, z którego może skorzystać każdy, kto ma co najmniej 20 lat i jest ubezpieczony w NFZ, mogą przynieść duże efekty długoterminowe, ponieważ są skierowane do szerokich rzesz społeczeństwa. Przypomniał również, że w profilaktyce najważniejsze – i najbardziej opłacalne – jest dotarcie do ludzi, zanim w ogóle pojawią się u nich pierwsze objawy choroby.
Młodzi dają przykład
Na znaczenie rzetelnej informacji zdrowotnej oraz konieczność walki z dezinformacją, mitami i półprawdami zwrócił uwagę prezes ORL w Warszawie Artur Drobniak. Przekonywał, co być może trochę zaskakujące, że w zakresie troski o siebie warto brać przykład z generacji Z (są to osoby urodzone po 1995 r., a czasami zawęża się to do roczników 1996-2012). W tej grupie spożycie alkoholu jest wyraźnie mniejsze niż w pokoleniu ich rodziców, a troska o zachowanie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym jest znacznie większa.
– Lekarze coraz silniej kształtują nawyki zdrowotne swoich pacjentów m.in. poprzez promowanie aktywności fizycznej i zbilansowanej diety w mediach społecznościowych – powiedziała Iwona Kania, zastępca rzecznika prasowego NIL. I choć w tym celu należy stawiać na różne kanały komunikacji oraz korzystać ze wsparcia zarówno autorytetów, jak i influencerów, nie można zaniedbywać kontaktu osobistego, np. za pośrednictwem organizacji społecznych czy imprez masowych. – Nie zamykajmy zdrowia w budynku przy ul. Miodowej – zaapelowała.
Mariusz Tomczak
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 7-8/2026