16 czerwca 2024

Pandemia. Co dalej?

Czy jesienią albo zimą dojdzie do niekontrolowanego wybuchu pandemii COVID-19? Czy zagrażają nam jeszcze bardziej zjadliwe warianty koronawirusa? Te pytania zadaje sobie wielu lekarzy. Na razie niestety brakuje odpowiedzi – pisze Mariusz Tomczak.

Foto: pixabay.com

Za nami już trzecie koronawakacje. Dane przewoźników mówią, że w lipcu na niektórych lotniskach ruch pasażerski był większy niż w analogicznym miesiącu w 2019 r., czyli w ostatnim roku przedpandemicznym. Przypadek? Nie sądzę.

Polacy znacznie mniej obawiają się koronawirusa, a liczne badania i sondaże opinii publicznej wskazują na duży stopień społecznego zmęczenia różnymi konsekwencjami pandemii. Wiele osób czuje się wręcz poirytowanych medialnymi dyskusjami o COVID-19, „straszeniem” skutkami wynikającymi z zakażenia, przypominaniem o potrzebie przestrzegania zaleceń związanych z pandemią. Nie wróży to najlepiej, jeśli dojdzie do wzrostu zachorowań, a z takim scenariuszem trzeba się liczyć w przyszłości.

Miliony w chłodniach

Do 25 sierpnia w Polsce wykonano ponad 56 mln szczepień przeciwko COVID-19, a liczba osób w pełni zaszczepionych przekroczyła 22,5 mln. Pod koniec wakacji w magazynach RARS było ponad 25,3 mln dawek, co każe przypuszczać, że w najbliższym czasie preparatów dla nikogo nie zabraknie. Wydaje się jednak wątpliwe, by nasi rodacy masowo zaczęli zabiegać o trzecią i kolejną dawkę szczepienia.

Niektórzy oczekiwali dożywotniej gwarancji, że po przyjęciu jednej czy dwóch szczepionek w ogóle nie zachorują. Ich nadzieje brutalnie zweryfikowało życie. Nawet u osób trzykrotnie zaszczepionych przeciw COVID-19 zdarza się ciężki przebieg tej choroby, co wynika m.in. z „przebiegłej” natury wirusa. Skłonność do koronainiekcji zmniejszyła się tak, jak spadło społeczne przyzwolenie na stosowanie drakońskich restrykcji. I wcale nie jest to tylko polska specyfika.

Czwarta dawka dla medyków

Motywacji do szczepień nie brakuje w środowisku lekarskim. Jeszcze pod koniec lipca Prezydium NRL wystosowało apel do ministra zdrowia o pilne wypracowanie zaleceń dotyczących drugiej dawki przypominającej dla medyków. Nic dziwnego, ponieważ stanowią oni grupę narażoną na większe ryzyko ciężkich zakażeń ze względu na dużą ekspozycję podczas opieki nad pacjentami, co dodatkowo może przyczynić się do transmisji wirusa w placówkach leczniczych.

Apel nie pozostał bez echa. Od 17 sierpnia czwartą dawką, czyli właśnie drugą przypominającą, może szczepić się personel medyczny, pracownicy podmiotów medycznych czy studenci kierunków medycznych. Cztery tygodnie wcześniej taką możliwość wprowadzono dla osób po 60. r.ż. i pacjentów w wieku 12+ o obniżonej odporności. Medycy otrzymają szczepionkę mRNA: Comirnaty (Pfizer) lub Spikevax (Moderna). Resort zdrowia zalecił przyjęcie tego samego preparatu, co przy pierwszym szczepieniu przypominającym.

Sygnał alarmowy: testy

W okresie wakacyjnym dzienna liczba zakażeń zwiększała się, ale liczbom prezentowanym przez Ministerstwo Zdrowia daleko do danych ze stycznia czy lutego br. – Wszystko wskazuje na to, że w zasadzie jesteśmy w apogeum – mówił w połowie sierpnia o letniej fali pandemii minister zdrowia Adam Niedzielski, dodając, że we wrześniu czy październiku raczej nie należy spodziewać się wzrostu liczby zachorowań, ale jest to możliwe nieco później. Środowisko lekarskie obawia się zaostrzenia sytuacji epidemicznej w kolejnych miesiącach, ale martwi również to, że obecna rzeczywista skala zakażeń nie jest znana.

Zdaniem eksperta NRL ds. zagrożeń epidemicznych dr. Pawła Grzesiowskiego dane liczbowe przekazywane przez resort zdrowia są zaniżone 10-krotnie, a być może nawet 20-krotnie. Jeszcze dalej idzie dr Franciszek Rakowski z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW, twierdząc, że faktyczna liczba zakażeń może być nawet 20-50 razy większa. Sierpniowy wzrost sprzedaży testów do wykrywania wirusa SARS-CoV-2 w aptekach może stanowić sygnał alarmowy sugerujący, że Polacy chorują w domowych pieleszach, a opinie, że oficjalne raporty mocno rozmijają się z rzeczywistością, nie są bezpodstawne.

Wyższe ryzyko

W ostatnich tygodniach pojawiły się ważne doniesienia naukowe związane z SARS-CoV-2. Między innymi kolejna praca potwierdziła, że ryzyko zapalenia mięśnia sercowego jest znacznie wyższe (11 razy) po zakażeniu tym wirusem niż po szczepieniu przeciwko COVID-19. Badana grupa objęła prawie 43 mln osób w wieku 13+ zaszczepionych w Wielkiej Brytanii.

Mimo że o chorobie wiadomo coraz więcej, przed lekarzami wciąż skrywa ona wiele tajemnic. Jej odległe skutki nadal nie są dobrze znane, choć lista powikłań u ozdrowieńców jest coraz dłuższa i coraz lepiej udokumentowana. Bardzo ważne i nie zawsze dostatecznie doceniane jest to, że problemy zdrowotne pojawiają się także u pacjentów, którzy chorobę przeszli łagodnie.

Mariusz Tomczak