Tanie zakupy, wysoka cena ryzyka

Unijne kontrole wykazują, że część produktów trafiających do europejskich konsumentów z chińskich platform internetowych nie spełnia norm bezpieczeństwa, a niektóre mogą być realnym zagrożeniem dla zdrowia. Czy nowe przepisy zdołają ten problem ograniczyć?

Fot. magnific.com

Służby celne krajów należących do Unii Europejskiej nadzorują towary trafiające na wspólny rynek. Ich działania nie obejmują wyłącznie kwestii fiskalnych, jak zwykło się myśleć – razem z innymi organami państwa egzekwują przestrzeganie norm m.in. w zakresie zdrowia.

W ostatnich latach służby te – zwłaszcza w Belgii, na Węgrzech, w Holandii i we Francji – zostały przygniecione skalą importu towarów kupowanych na rynku e-commerce. Chodzi o przesyłki o bardzo niskiej wartości (poniżej 150 euro), dostarczane z państw trzecich – głównie z Chińskiej Republiki Ludowej – do mieszkańców Brukseli, Budapesztu, Amsterdamu, Paryża oraz setek innych miast i miasteczek, w tym oczywiście w Polsce.

Według Komisji Europejskiej w 2025 r. liczba przesyłek e-commerce o wartości nieprzekraczającej 150 euro osiągnęła 5,8 mld – to wzrost o ponad jedną czwartą w porównaniu z rokiem poprzednim. Szacunkowo w każdej sekundzie do UE trafia prawie 180 takich przesyłek, przy czym w 2024 r. aż 91 proc. z nich pochodziło z Chin.

Niebezpieczne zabawki

W zeszłym roku przeprowadzono dwie zakrojone na szeroką skalę kontrole produktów – głównie tych o niższej wartości – które trafiają do konsumentów w UE bezpośrednio z krajów trzecich. W praktyce dotyczyło to przede wszystkim towarów produkowanych w Państwie Środka i jednocześnie stamtąd wysyłanych.

W czasie pierwszej kontroli, która miała miejsce od kwietnia do czerwca 2025 r., wytypowano do sprawdzenia 20 tys. zabawek oraz drobnego sprzętu elektronicznego. Efekty były porażające, i to nie tylko dlatego, że ponad połowa z nich nie spełniała norm UE. Wybrane produkty zostały dodatkowo zbadane laboratoryjnie – aż 84 proc. z nich uznano za niebezpieczne.

Michael McGrath, unijny komisarz ds. demokracji, wymiaru sprawiedliwości, praworządności i ochrony konsumentów, podkreśla, że organy krajowe coraz szybciej identyfikują produkty, w których są przekroczone stężenia chemikaliów (od kosmetyków po zabawki czy urządzenia gospodarstwa domowego) i szybciej eliminują je z obrotu. – Bezpieczeństwo produktów konsumpcyjnych jest najwyższym priorytetem Komisji Europejskiej – zapewnia komisarz.

Od past do zębów po suplementy diety

Od października do grudnia 2025 r. służby celne UE we współpracy z organami nadzoru rynku i instytucjami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo żywności przeprowadziły kolejną kontrolę tanich towarów, które zostały sprowadzone w ramach e-commerce spoza Wspólnoty.

Większość spośród ponad 11,3 tys. skontrolowanych produktów nie spełniała unijnych przepisów i norm. Niektóre miały niepełne etykiety lub nie posiadały ich wcale. Zdarzały się braki w dokumentacji, a produkty czasami zawierały niedozwolone składniki.

Spośród prawie 6 tys. kosmetyków, obejmujących produkty do pielęgnacji skóry, pasty do zębów, środki do makijażu czy produkty do pielęgnacji włosów i paznokci, norm UE nie spełniało 65 proc. Na pierwszym miejscu (63 proc.) znalazły się produkty importowane z Chin. I nie był to wyjątek.

Wśród ponad 2 tys. skontrolowanych środków ochrony indywidualnej, np. kasków rowerowych, rękawic, okularów przeciwsłonecznych czy kamizelek ratunkowych, z unijnymi normami na bakier było 60 proc. Zdecydowana większość – aż 91 proc. – pochodziła z Chin. Warto zwrócić na to uwagę, bo te produkty są nabywane z myślą o ochronie zdrowia lub życia.

Skontrolowano też ok. 3,5 tys. suplementów diety, w tym preparatów ziołowych, witamin oraz odżywek białkowych, potocznie określanych jako „białko w proszku”. Te ostatnie są popularne m.in. wśród osób aktywnych fizycznie, choć sięga po nie także część wegetarian. Wśród krajów pochodzenia produktów niezgodnych z przepisami przodowały Stany Zjednoczone, Chiny i Wielka Brytania, przy czym USA wyprzedziły Państwo Środka minimalnie.

Dyrekcja Generalna Komisji Europejskiej ds. Podatków i Unii Celnej, informując o wynikach tej kontroli, ostrzegła: „Odżywka białkowa w proszku, okulary przeciwsłoneczne, krem nawilżający: co łączy te produkty? Jeśli kupujesz je online, najprawdopodobniej naruszają unijne normy dotyczące produktów”.

Metale ciężkie w bieliźnie

Polki i Polacy powinni zachować czujność, kupując towary na azjatyckich platformach sprzedażowych. Wiele osób chętnie to robi z powodu atrakcyjnej ceny, zróżnicowanego asortymentu oraz wygody, jaką oferuje złożenie zamówienia online o dowolnej porze dnia i nocy. A przecież bezpieczeństwo powinno być na pierwszym miejscu.

Badania laboratoryjne przeprowadzone niedawno na zlecenie Federacji Konsumentów wykazały w ponad połowie wybranych losowo produktów odzieżowych i bielizny obecność metali ciężkich w stężeniach, które mogą być szkodliwe dla zdrowia.

Chodzi m.in. o chrom (działa mutagennie i rakotwórczo), nikiel (może wywoływać alergiczne kontaktowe zapalenie skóry), ołów (powoduje zaburzenia neurologiczne i poznawcze) oraz kobalt (może wywoływać reakcje alergiczne). Dopuszczalne limity metali często były przekroczone w ozdobach, np. sztucznych kamieniach, łańcuszkach, metalowych klamrach i sprzączkach, a także w nadrukach na ubraniach.

„Wyniki tych badań są zbieżne z innymi analizami europejskich organizacji konsumenckich i innych organizacji pozarządowych. Wskazują na systemowy problem niezgodności z europejskimi zasadami bezpieczeństwa konsumentów” – podkreślono w raporcie Federacji Konsumentów pt. „Zagrożenie dla konsumentów i rynku. Raport z badania odzieży, akcesoriów i obuwia kupionych na platformach Temu i Shein” opublikowanym w 2025 r.

Ponad granicami

Zakupy w internecie wiążą się z ryzykiem trafienia na różne podróbki. Zwalczaniem tego procederu zajmują się różne organy i instytucje państwa, w tym wyspecjalizowane komórki policji do spraw przestępczości ekonomicznej. Ręce pełne pracy mają m.in. polscy funkcjonariusze.

– W wielu przypadkach zabezpieczone towary nie spełniają norm jakościowych i stanowią bezpośrednie zagrożenie dla życia i zdrowia konsumentów. Działania policji służą zatem nie tylko ochronie praw własności przemysłowej, ale przede wszystkim zapewnieniu bezpieczeństwa obrotu gospodarczego oraz ochronie zdrowia publicznego – mówi asp. szt. Aleksandra Laskowska z Komendy Głównej Policji.

Przedstawicielka KGP dodaje, że nasi funkcjonariusze uczestniczą w międzynarodowych operacjach mających na celu rozbijanie łańcuchów dostaw sfałszowanych produktów. Ze względu na to, że zjawisko ma charakter międzynarodowy, współpracują m.in. z Agencją Unii Europejskiej ds. Współpracy Organów Ścigania (Europol) oraz Międzynarodową Organizacją Policji Kryminalnej (Interpol).

Zmiany weszły w życie

Od 1 lipca 2026 r. – po kilku latach sporów na forum międzynarodowym – przesyłki nabywane przez internet spoza UE zostały objęte ryczałtowym cłem w wysokości 3 euro za każdą pozycję (grupę towarów tego samego rodzaju) w zgłoszeniu celnym, a dotychczas obowiązujące zwolnienie dla przesyłek o wartości do 150 euro przeszło do historii.

Im bardziej zróżnicowane są zakupy, tym wyższa kwota cła do zapłaty. Na przykład za dwie koszulki z bawełny naturalnej zapłacimy pojedynczą stawkę, koszulka kupowana razem z etui na telefon będzie obciążona podwójną, a koszulka, etui i zabawka – potrójną.

Cła nie uiszcza jednak konsument podczas składania zamówienia za pośrednictwem smartfonu czy komputera. Zobowiązany do tego jest sprzedawca, platforma internetowa lub ich przedstawiciel zgłaszający towar do odprawy. „Konsument może jednak zobaczyć wyższą cenę zakupu, jeśli sprzedawca uwzględni ten koszt w cenie lub kosztach dostawy” – czytamy na stronie internetowej Krajowej Informacji Skarbowej.

Trzy euro robi różnicę

Już pierwsze tygodnie obowiązywania nowych przepisów wskazują, że chińskie e-platformy sprzedażowe przerzuciły na klientów koszty ich wprowadzenia, a liczba najtańszych przesyłek docierających z Azji do UE spadła. Jest to zgodne z oczekiwaniami. Sęk w tym, że e-sprzedawcy z państw trzecich nie zamierzają zrezygnować z europejskiego rynku – od dłuższego czasu przygotowywali się na wejście w życie nowych regulacji.

„Chińscy giganci e-commerce, tacy jak AliExpress, Shein czy Temu, szybko znaleźli sposoby na obejście nowych regulacji. Jednym z nich jest rozwój magazynów na terenie UE, tzw. EU Warehouses. Towary są importowane hurtowo, odprawiane zbiorczo na granicy, a następnie wysyłane do klientów z magazynów w Polsce czy Niemczech jako transakcje wewnątrzwspólnotowe” – napisał Business Insider w połowie sierpnia.

Część ekspertów ma jednak nadzieję, że dzięki temu łatwiej będzie kontrolować te towary pod kątem wymogów bezpieczeństwa, a konkurencja europejskich podmiotów z chińskimi platformami stanie się bardziej uczciwa i wyrównana. Były to zresztą główne argumenty za wprowadzeniem cła. Czy jednak faktycznie tak się stanie – czas pokaże.

Mariusz Tomczak

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 9/2026