29 lutego 2024

Ukraina. Święta w realiach wojny

W ostatnich dniach 12 milionów Ukraińców pozostających w kraju było pozbawionych prądu. Uszkodzone może być nawet 40 proc. sieci energetycznej. Pobyt w schronie ratuje życie, ale jest wyzwaniem dla organizmu.

Foto: twitter.com/SESU_UA

Odessa, Kijów, Charków – ataki na infrastrukturę wschodnich metropolii przeprowadzone w środku mroźnej zimy zmusiły mieszkańców do powrotu do schronów. Nawet co trzeci obywatel Ukrainy nie będzie mógł spędzić tych świąt w swoim domu.

Wielu mieszkańców to właśnie pod ziemią spędzi nadchodzące święta. Odcięci od wiadomości o najbliższych, otoczeni obcymi ludźmi, z którymi łączy ich tylko ten sam niepokój i doświadczenia ostatnich miesięcy.

Zgodnie z decyzją Cerkwi Prawosławnej Ukrainy dopuszczone jest świętowanie 25 grudnia, dwa tygodnie wcześniej niż rosyjscy wyznawcy tej samej religii, wspólnie z mniejszością grekokatolicką. Mimo przeszkód mieszkańcy nie rezygnują z przygotowywania się do świąt, choć tegoroczne będą zupełnie inne od wszystkich dotychczasowych. Szczególnie ze względu na decyzje o kontynuowaniu ataków i ciągłe alarmy przeciwlotnicze.

Lekarze, idąc na nocny dyżur, czasami wychodzą z domu kilka godzin wcześniej, bo nie wiadomo, czy dojazd do szpitala znajdującego się kilkanaście kilometrów dalej zajmie im 30 minut czy kilka godzin. Trudno jest też pracować, gdy nad głowami latają pociski, a porody czasami trzeba odbierać w piwnicach – mówiła w rozmowie z „Gazetą Lekarską” Sofia Bedzis, lekarka w trakcie specjalizacji z anestezjologii i intensywnej terapii, która pochodzi z okolic Tarnopola (zachodnia Ukraina).

Kiedy połowa kraju jest odcięta od prądu i w pełni uzależniona od funkcjonowania agregatów, dekoracje świąteczne schodzą na dalszy plan. Przede wszystkim trzeba zadbać o utrzymanie sanitariatów i zapewnienie czystej wody, resztę muszą załatwić ciepłe ubrania i gdzieniegdzie dostępne piece, na których można odgrzać posiłek.

Codzienna temperatura oscylująca w okolicach zera i brak ogrzewania w przypadku długiego zamknięcia w niewentylowanych pomieszczeniach grożą chorobami zakaźnymi, sercowo-naczyniowymi i dróg oddechowych. Pobyt w schronie, który ratuje życie, jest wyzwaniem dla zmęczonego organizmu, nie bez znaczenia pozostaje przedłużający się stres.

Jeśli zabraknie prądu, woda stanie się niezdatna do użytku lub zupełnie niedostępna. A ogrzewanie domów wszelkimi możliwymi sposobami grozi wzrostem liczby zatruć dwutlenkiem węgla. Tymczasem liczba ataków na placówki systemu opieki zdrowotnej, personel medyczny i pacjentów przekroczyła już 700, więc o otrzymanie niezbędnej pomocy będzie coraz trudniej.

Pomoc żywnościowa wysyłana do Ukrainy, przed wojną będącej spichlerzem Europy, w niczym nie przypomina smaku świątecznych potraw. Olej, makaron, konserwy, czasem kawałek chałwy – wystarczy do przetrwania kolejnych miesięcy wojny, ale trudno wyczarować z nich prawdziwą kolację. Ale symbolika tegorocznego spotkania jest ważniejsza od kwestii kulinarnych. Szacuje się, że 14 milionów Ukraińców spędzi święta poza swoim domem. Z kraju wyjechało już prawie 8 milionów osób, reszta znalazła schronienie w kraju. Dla tysięcy rodzin będą to pierwsze święta po stracie bliskich, którzy zginęli na froncie lub w atakach na miasta.

– Święta powinny być dla nas czasem solidarności z tymi, którzy potrzebują wsparcia, ciepła i bezpieczeństwa. Potrzebne jest wsparcie zarówno dla uchodźców którzy znaleźli schronienie w Polsce, jak i tych, którzy zostali i muszą mierzyć się z wojenną rzeczywistością w Ukrainie – komentuje Małgorzata Olasińska-Chart z Polskiej Misji Medycznej.

Polska Misja Medyczna od lutego stale zapewnia wsparcie dla ukraińskich szpitali. W ponad 100 transportach od początku wojny dostarczyła im sprzęt specjalistyczny, leki, szczepionki oraz inne podstawowe produkty medyczne. W Polsce wspiera uchodźców w ramach Przestrzeni Przyjaznych Dzieciom, jak i projektów skierowanych do osób z niepełnosprawnościami.