Relacja lekarz-pacjent: Kilka prostych słów

Doktor Anna właśnie skończyła staż i rozpoczęła specjalizację. Pytam, dlaczego zdecydowała się ze mną porozmawiać.

Foto: pixabay.com

– Moi świętej pamięci dziadkowie mówili mi, że lekarz to elitarny zawód, który wymaga dużej wiedzy, ale przede wszystkim ogromnej wrażliwości na człowieka, dlatego kiedy słyszę i widzę, że podstawowe zasady dobrego wychowania czy kultury osobistej nie są zachowane, jest mi zwyczajnie wstyd – odpowiada.

– Jestem z rodziny nielekarskiej i wielu moich znajomych nie jest z branży medycznej. Często skarżą się, że pacjenci są lekceważeni. Kiedy się spotykamy, to właśnie do mnie kierują różne pytania dotyczące spraw medycznych, także zarzuty dotyczące niewłaściwego traktowania pacjentów – wyjaśnia i dodaje, że czuje się w obowiązku stawać w obronie lekarzy, ale pewnych zarzutów obronić się nie da.

Przepraszam

– Jest mnóstwo wspaniałych lekarzy. Jednak nie wszyscy. Z ust moich bliskich słyszałam wiele skarg. I nie chodziło o popełniane błędy, nieprawidłowe diagnozy, komplikacje w trakcie leczenia, ale o niewłaściwe traktowanie pacjentów, o brak podstawowych zasad współżycia społecznego i brak komunikacji – opowiada doktor Anna.

I przyznaje, że odbieranie telefonu w trakcie przyjmowania chorego czy wyjście z gabinetu podczas zbierania wywiadu można zrozumieć, bo przecież inny chory może potrzebować pomocy, ale opowieści o zasłyszanych rozmowach na tematy prywatne i to takich, które można odłożyć na później, sprawiają, że nie umie wytłumaczyć, dlaczego pacjent schodzi na drugi plan i musi być ich świadkiem.

Wielokrotnie pojawiał się też temat spóźnień lekarzy, odbierany jako lekceważenie pacjenta.

– Kiedyś moja mama miała wizytę u okulisty, na którą czekała dość długo. Była umówiona na konkretną godzinę. Pani doktor spóźniła się czterdzieści minut i nawet nie powiedziała „przepraszam”. Wiem, że zdarzają się sytuacje życiowe, jesteśmy tylko ludźmi, możemy zaspać, mieć ważne sprawy rodzinne, mogą zaistnieć różne nieprzewidziane okoliczności, także w pracy, ale jeśli pacjent czeka czterdzieści minut, to zasługuje na zwykłe, ludzkie „przepraszam” – zauważa.

Niestety, wielu lekarzy ma problem z powiedzeniem tego słowa, które niewątpliwie świadczy o szacunku do drugiego człowieka.

– Pamiętam pacjentkę, która przyszła do mojego gabinetu ze sprawą dotyczącą zapotrzebowania na wyroby medyczne. Nie za bardzo wiedziałam, jak jej pomóc, bo nie byłam biegła w załatwianiu takich formalności. Przeprosiłam ją i przyznałam, że nie umiem jej pomóc. Ta pani, wychodząc, bardzo mi podziękowała i powiedziała, że będę dobrym lekarzem, bo potrafię powiedzieć przepraszam i przyznać, że czegoś nie wiem. Jej reakcja bardzo mnie zaskoczyła, bo byłam pewna, że jest zła, gdyż przyszła do lekarza, który nie potrafi jej pomóc – opowiada.

Dla doktor Anny oczywiste było, że dużo lepiej jest przyznać się, że czegoś się nie wie, niż udzielić złej porady. I zauważa, że brak komunikacji częściej dotyczy starszych lekarzy niż tych dopiero wchodzących w zawód. – Chyba młodsi starają się trochę bardziej. Oczywiście nie jest to reguła – podkreśla.

Dwie perspektywy

Studiując, myślała, że młody lekarz musi radzić sobie sam, że trzeba się wykazać przed starszymi kolegami. W praktyce okazało się, że jest inaczej, dużo lepiej. – Miałam to szczęście, że trafiłam na bardzo fajnych, życzliwych, starszych lekarzy, którzy wiedzieli, że mogę czegoś nie wiedzieć i wręcz zachęcali mnie do zadawania pytań. Mówili, że nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi. To była nie tylko pomoc zawodowa, ale taka ludzka życzliwość, za którą jestem bardzo wdzięczna – opowiada.

Z takim życzliwym przyjęciem spotkała się zarówno w przychodni, jak i w szpitalu.

– Przemieszczając się pomiędzy różnymi oddziałami i przychodniami miałam szczęście trafiać na świetnych lekarzy, którzy mi pomagali w zgłębianiu tajników tego zawodu, starali się przekazać jak najwięcej – wspomina. A kiedy sama trafiła do szpitala jako pacjentka, została bardzo życzliwie przyjęta, choć była młoda, a jej nazwisko niewiele znaczyło.

Jednak było też rozczarowanie. Takie smutne. Zupełnie niepotrzebne, którego można by uniknąć.

– Jako młodego człowieka i młodą lekarkę najbardziej zaskoczył mnie brak kultury osobistej u niektórych. Nie spodziewałam się, że jest to taki duży problem. Dotarło do mnie, że to zjawisko jest bardziej powszechne, niż mi się wydawało. Nieumiejętność zrozumienia pacjenta i wrzucanie go do jednego worka bez wcześniejszej rozmowy, przypisanie go do jakiejś kategorii, strasznie mnie zaskoczyło. Także brak umiejętności rozmowy z pacjentem i z jego rodziną, i ten brak powiedzenia „przepraszam”, „proszę”, „nie wiem”, tych kilku prostych słów, także budził zdziwienie – zauważa.

Jestem lekarzem

Jak się zmieniła optyka tej młodej dziewczyny, która jeszcze niedawno nie miała nic wspólnego ze światem medycznym? – Kiedy jest się lekarzem, zdecydowanie łatwiej usprawiedliwić takie czy inne zachowanie, ponieważ już się wie, jak ta praca wygląda. Na przykład lekarze dyżurują na oddziale i w tym samym czasie wysyłani są do poradni w przychodni. Trudno pogodzić takie obowiązki – wyjaśnia.

Doktor Anna już wie, dlaczego lekarz może być trochę bardziej niemiły lub czegoś zapomniał. Jest po dyżurze, zmęczony, spóźnia się do poradni, bo zatrzymały go sprawy na oddziale. – Wiem, że to często nie są złe intencje, lekceważenie, ale przeciążenie pracą. Lekarzy zsyła się do poradni, podczas gdy mają swoich pacjentów na oddziale. Pogodzenie tych obowiązków jest bardzo trudne. Zawsze staję w obronie takiego lekarza, to oczywiste – podkreśla.

Chce, żeby znajomi i rodzina zrozumieli, że winny jest system, organizacja pracy, a nie lekarz.

Jak zaważa, w części lekarzy jest coś w rodzaju uprzedzenia.  Niektórzy pacjenci są specyficzni i czasem trudni, a doświadczenie kontaktu z nimi z pewnością wpływa na budowanie relacji z innymi. Na wszelki wypadek lepiej skrócić rozmowę lub ograniczyć ją do niezbędnego minimum. – Pacjenci są różni. Potrafią być roszczeniowi, agresywni, bywają kombinatorami lekceważącymi i nieszanującymi lekarzy. Ktoś, kto miał pecha spotkać takiego pacjenta, być może zbyt pochopnie przykleja łatkę kolejnym – mówi moja rozmówczyni.

Czy można jakoś łagodnie i bez uszczerbku przejść przez tego typu sytuacje?

– Myślę, że w wielu przypadkach naprawdę nie potrzeba wielkiego wysiłku, żeby kontakt między lekarzem i pacjentem był lepszy. Dzięki niemu można czerpać większą satysfakcję z zawodu i osiągać lepsze efekty leczenia – zauważa. Jak sama przyznaje, to nie jest proste, ale trzeba o to zabiegać. Dopiero zaczyna praktykować, ale ma nadzieję, że będzie umiała zachować spokój i dystans, kiedy spotka trudnego pacjenta.

Nie chce stracić tego optymizmu i chęci czynienia dobra, które ma w sobie, wchodząc w zawód lekarza. – Rozumiem, że po złych doświadczeniach chyba trochę przestaje się pacjentów lubić. Lekarze też są ludźmi, mają uczucia. Chcę jednak wierzyć, że każdy nowy pacjent to dobry pacjent, a jeśli ktoś jest niemiły, to tylko dlatego, że jest chory – podsumowuje.

Marta Jakubiak

Powiązane aktualności

komentarze 2

Skomentuj
  1. Avatar
    Emil
    Kwi 19, 2019 - 10:05 AM

    Wiadoma rzecz że jedni czują misję, a inni zdecydowanie mniej. Do tego dochodzą też lata praktyki i tzw. „wypalenie zawodowe” czy poczucie niedowartościowania. Przerabiałem to kilka lat temu i to był po prostu pierwszy sygnał do zmiany. Odszedłem z medicover i zacząłem działać we własnym gabinecie. Jak się okazało to dopiero jest cieżki chleb… Wróciłem po dwóch latach z podwiniętym ogonem. Aktualnie pracuję i u nich i dla siebie. Wszystko daje się zgrywac z grafikiem bo w przychodni na szczęście można się dogadać. Znają rynek pracy i wiedzą jaka jest sytuacja lekarzy, więc idą na rękę. Zresztą to kwestia dogrania grafików lekarskich i organizacji pracy zespołu, a tam jakoś nigdy nie było z tym większego kłopotu

    ODPOWIEDZ
  2. Avatar
    aga26
    Maj 04, 2019 - 04:37 PM

    Jestem anestezjologiem od ponad 25lat, z tego ok. 12lat w Niemczech. Pierwsze co mnie przed 12 laty wręcz uderzyło, to właśnie ta poprawność w stosunkach międzyludzkich. Słowa: proszę, dziękuję, przepraszam, dzień dobry, do widzenia, są na porządku dziennym i tak naturalne w odbiorze, że w bardzo wielu sytuacjach po prostu redukują stres i napięcia. I nie tylko w relacjach pacjent-lekarz czy też ogólnie w niemieckim lecznictwie ( poradnie, szpitale, apteki), ale też w publicznych instytucjach np.: sklepach, urzędach etc. Oczywiście jak wszędzie są wyjątki, nie ma się co czarować, lecz ogólnie poziom tzw. dobrego wychowania jest w praktyce ( mam nadzieję, że nie w teorii) niestety o niebo lepszy niż w Polsce. Piszę te słowa aktualnie z pozycji hospitalizowanej pacjentki okulistycznej ze stanem nagłym. Dzisiaj po operacji, wczoraj zeszłam po 24h pracy do domu(?).
    Dr Anna ma rację w swoich obserwacjach.
    Myślę, że każdy powinien się znaleźć w sytuacji „z drugiej strony” i jeżeli jest taka potrzeba skorygować swoje zachowanie we właściwym kierunku. Życzę wszystkim, a zwłaszcza zapracowanym koleżankom i kolegom ze świata medycyny, pogody ducha mimo wszystko i częściej na głos wypowiadanych życzliwych słów.
    Agata Magierle-Wilczek.

    ODPOWIEDZ

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.