14 kwietnia 2024

Dr Jerzy Friediger: Musimy wyprzedzać epidemię o krok

Potrzebujemy jasno określonej taktyki i dokładnie zaplanowanych działań, a rząd nie powinien zmarnować najbliższych tygodni. Z dr. Jerzym Friedigerem, dyrektorem Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Żeromskiego w Krakowie, członkiem Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej, rozmawia Mariusz Tomczak.

Dr Jerzy Friediger. Foto: archiwum NIL

Jakie działania należy podjąć, aby nie dać się zaskoczyć kolejnej fali pandemii?

Wszyscy mówią o nadejściu czwartej fali, choć u progu wakacji – oprócz prawdopodobieństwa statystycznego – nic na to nie wskazywało. Nie wiadomo jednak, czy nie była to cisza przed burzą. Przede wszystkim rząd nie powinien zmarnować najbliższych tygodni.

Teraz jest pora nie tyle na to, by się cieszyć, że w porównaniu do szczytu pandemii w zasadzie nic złego się nie dzieje, ale na to, by się przygotować w myśl przysłowia: „si vis pacem, para bellum”, tak jak działa wojsko. W okresie pokoju przygotowuje plany, z których można będzie kiedyś skorzystać albo i nie.

Co pan ma na myśli?

Potrzebujemy jasno określonej taktyki i dokładnie zaplanowanych działań, które zostaną podjęte w przypadku wzbierania czwartej fali pandemii. Musimy wiedzieć, gdzie w pierwszej kolejności kierować coraz liczniejszych pacjentów z COVID-19, która placówka zamieni się w szpital covidowy, na jakie cele powinny trafić dodatkowe pieniądze.

Te plany powinny powstawać właśnie teraz, a jeśli jesienią z nich nie skorzystamy, to będziemy się cieszyć, że udało się nam wyjść z zagrożenia obronną ręką. Najważniejsze jest to, by odpowiednio szybko podjąć działania zaradcze, a nie szukać doraźnych rozwiązań dopiero wtedy, gdy liczba osób zakażonych zacznie szybko przyrastać. Nie tak dawno obserwowaliśmy, do czego prowadzi chaos w obliczu szybkiego wzrostu zakażeń koronawirusem.

Co jeszcze powinien zrobić rząd?

Drugim ważnym zadaniem jest baczna obserwacja sytuacji zarówno w Polsce, jak i za granicą. Jeżeli zwiększy się ilość zachorowań u naszych sąsiadów, to nie mamy powodów sądzić, że Polskę to ominie. Musimy wyprzedzać epidemię o krok, zamiast reagować na to, co aktualnie się dzieje. Jako optymista nie uważam, że coś musi się nieuchronnie wydarzyć, ale kiedy sytuacja epidemiczna zacznie się pogarszać, to nie wolno czekać, aż dojdzie do przeciążenia systemu ochrony zdrowia. Mamy złe doświadczenia z poprzednich miesięcy walki z COVID-19, wiemy, co zostało niedopilnowane, a także, co należy poprawić lub wzmocnić.

Wiemy, w jaki sposób rozwija się epidemia i jak przebiega choroba u pacjentów. Wprawdzie nikt nie był przygotowany na nadejście groźnej choroby zakaźnej w skali, z jaką mieliśmy do czynienia, ale to nie zwalnia rządu z odpowiedzialności, aby teraz m.in. wzmocnić służby sanitarne, które w szczególny sposób przerosły wydarzenia ostatnich kilkunastu miesięcy. W poprzednich latach dopuściliśmy do zamknięcia prawie wszystkich oddziałów zakaźnych w kraju. W Krakowie obecnie funkcjonuje jedna klinika chorób zakaźnych, jeden oddział zakaźny dla dorosłych i dwa dla dzieci. Czy to nie za mało na milionową aglomerację?