Dziura w systemie DiLO do załatania. Po apelu NIL ruszyły prace nad zmianami
Po publicznym apelu rzecznika NIL Jakuba Kosikowskiego w sprawie ograniczeń związanych z kartami DiLO pojawiła się realna szansa na usunięcie luki, która utrudniała chorym dostęp do badań kontrolnych.

Lekarz rezydent onkologii klinicznej zwrócił się na platformie X bezpośrednio do NFZ i Ministerstwa Zdrowia z apelem o wyłączenie pacjentów w trakcie i po leczeniu onkologicznym z limitów badań obrazowych. Jak podkreślił, po wejściu w życie nowych limitów karta DiLO „nie daje już no-limit”, a chorzy trafiają do kolejek, co zaburza nadzór i ciągłość terapii.
Kilka godzin później Kosikowski poinformował, że pojawiła się realna szansa na rozwiązanie problemu. Przypomniał jednocześnie, że środowisko medyczne alarmowało o nim od 1 kwietnia, czyli od momentu wprowadzenia limitów. Karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego ma zapewniać pacjentom priorytetowy dostęp do kluczowych badań, m.in. kolonoskopii i gastroskopii.
W praktyce jednak po zakończeniu terapii karta jest zamykana, a chorzy wracają do ogólnego systemu kolejkowego. W efekcie na badania kontrolne czekają miesiącami. To opóźnia wykrycie ewentualnej wznowy, ogranicza możliwości terapeutyczne i pogarsza rokowania. Dla pacjentów to także źródło ogromnego stresu i niepewności — badania kontrolne często decydują o dalszym postępowaniu medycznym.
Dane z portalu Alivia Onkoskaner pokazują skalę problemu. Średni czas oczekiwania na rezonans magnetyczny w trybie zwykłym wynosi obecnie 105 dni (w marcu było 85). Na tomografię komputerową 56 dni (wcześniej 51). Najbardziej dramatycznie wygląda sytuacja w endoskopii: na gastroskopię bez znieczulenia pacjenci czekają średnio 147 dni (wcześniej 133), a na kolonoskopię aż 263 dni (wcześniej 237).