Mariusz Politowicz: Apteka dla aptekarza. Wojna trwa

W 2017 r. za sprawą przepisów wielu uznało, że proces koncentracji rynku aptecznego został zatrzymany. Szybko okazało się jednak, że dla wielkiego kapitału była to jedynie przeszkoda, a nie koniec ekspansji. Dziś spór o kształt rynku aptecznego trwa nadal, a stawką są nie tylko apteki, lecz także wpływ na cały system ochrony zdrowia.

Fot. arch. prywatne

Nic nie jest dane raz na zawsze. Takie słowa usłyszałem już po wejściu w życie niezwykle potrzebnej ustawy „Apteka dla aptekarza”, która zaczęła obowiązywać w czerwcu 2017 r. Jak się później okazało, była to dopiero AdA 1.0. Dzięki tej nowelizacji zahamowano rozwój sieci aptecznych należących do spółek prawa handlowego, a w praktyce często do międzynarodowych funduszy inwestycyjnych mających siedziby w rajach podatkowych.

Po początkowym uspokojeniu sytuacji ekspansja sieci aptecznych ponownie przyspieszyła. Najpierw wykorzystywano tzw. promesy. Przed 25 czerwca 2017 r. do wojewódzkich inspektoratów farmaceutycznych składano wnioski o otwarcie nowych aptek na dotychczasowych zasadach, często jeszcze przed rozpoczęciem inwestycji budowlanej.

Następnie postępowania były zawieszane na przewidziane prawem dwa lata. Jeśli w tym czasie powstawało centrum handlowe lub inny obiekt, sieć mogła uruchomić tam aptekę już na starych zasadach. Później zmieniła się taktyka, choć strategia pozostała ta sama. Wydzielone spółki zaczęły przejmować kolejne podmioty będące właścicielami aptek. Według przedstawicieli sieci takie działania były zgodne z prawem. Argumentowano, że przepisy AdA dotyczą otwierania nowych aptek, a nie przejmowania już istniejących podmiotów.

Według Naczelnej Izby Aptekarskiej, innych organizacji środowiskowych, a także zgodnie z elementarną logiką, było to jednak obchodzenie prawa i wypaczanie jego sensu. Intencją ustawodawcy było bowiem zahamowanie ekspansji, która mogłaby doprowadzić do monopolizacji rynku wraz ze wszystkimi jej negatywnymi konsekwencjami. Ich pewne przejawy obserwujemy już dziś w szeroko rozumianym sektorze usług medycznych.

Nietrudno wyobrazić sobie duży podmiot, który posiada jednocześnie hurt i detal farmaceutyczny oraz fabrykę leków. Do tego jest właścicielem sieci szpitali i laboratoriów diagnostycznych. Dysponując ogromną ilością danych o pacjentach, staje się potężnym narzędziem wpływu – także na państwo. W takiej rzeczywistości dominacja nie musi być osiągana przy użyciu czołgów czy samolotów.

Pomimo AdA 1.0 przejmowanie aptek i ich koncentracja ponownie stały się faktem. Duży rynek oznacza duże pieniądze, ale sam detal apteczny nie jest najważniejszy. Znacznie cenniejsza może być możliwość późniejszej sprzedaży dużej sieci lub uzyskania silnej pozycji negocjacyjnej wobec państwa w kwestiach dotyczących cen i marż leków refundowanych. Być może nie dzieje się to z dnia na dzień, ale mechanizm jest prosty i bezwzględny.

Zrozumienie tych zjawisk stało się jedną z przyczyn wprowadzenia AdA 2.0, która weszła w życie 28 września 2023 r. Jej głównym celem było zaostrzenie zasad funkcjonowania rynku aptecznego. Ustawa uniemożliwiła przejmowanie kontroli nad podmiotami prowadzącymi apteki przez osoby niebędące farmaceutami oraz przez podmioty posiadające już co najmniej cztery apteki.

Nawet wysokie kary przewidziane za łamanie tych przepisów nie zniechęciły jednak przeciwników ustawy. Jak mawiają niektórzy – biznes to wojna. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że tryb uchwalenia AdA 2.0 był niezgodny z konstytucją. Nie zakwestionowano jednak samej istoty przepisów, lecz sposób ich wprowadzenia.

Co ciekawe, podobnych zastrzeżeń nie zgłoszono wobec wielu innych ustaw procedowanych w analogiczny sposób. W wyniku trwającego sporu politycznego obecna koalicja rządząca nie publikuje orzeczeń Trybunału, a więc AdA 2.0 nadal obowiązuje. Od lat w przestrzeni publicznej pojawiają się również opinie, jakoby ustawa „Apteka dla aptekarza” doprowadziła do zmniejszenia liczby aptek i powstawania tzw. białych plam, czyli gmin pozbawionych dostępu do apteki.

Trudno jednak kwestionować prostą zależność ekonomiczną: jeśli jakikolwiek biznes staje się nierentowny, zostaje zamknięty. Kiedy skończyły się ponadprzeciętne zyski wynikające m.in. z nielegalnego reeksportu leków czy agresywnych działań marketingowych, część aptek-wydmuszek zakończyła działalność – samodzielnie lub w wyniku decyzji Inspekcji Farmaceutycznej.

Jednocześnie AdA nie zabrania otwierania aptek na terenach wiejskich, czyli właśnie tam, gdzie najczęściej wskazuje się problem „białych plam”. Co więcej, punkty apteczne nie podlegają przepisom tej ustawy, a ich właścicielami mogą być również spółki prawa handlowego. Mimo to nie obserwujemy masowego zainteresowania inwestorów takimi lokalizacjami. Powód jest oczywisty – decyduje opłacalność. Z tych samych przyczyn na wsiach rzadko powstają szpitale, kina, aquaparki czy galerie handlowe.

Ministerstwo Zdrowia wielokrotnie podkreślało, że na wielu terenach określanych dziś mianem „białych plam” aptek nie było również przed wejściem w życie AdA. Mimo to ta narracja regularnie powraca, znajdując odzwierciedlenie nawet w interpelacjach poselskich. W ostatnim czasie doszło do przejęcia jednej z największych sieci aptecznych przez trzy inne podmioty. Co istotne, jak przyznał publicznie Główny Inspektor Farmaceutyczny, transakcja została przeprowadzona bez wiedzy GIF. Jednym z wielu pytań pozostaje więc to, kto faktycznie sprawuje kontrolę nad powstałą w ten sposób strukturą.

Od ponad roku działa Parlamentarny Zespół ds. Regulacji Rynku Aptecznego i Produktów Leczniczych. Z każdym kolejnym posiedzeniem jego członkowie, początkowo deklarujący niewielką znajomość branży, coraz śmielej formułują propozycje zmian. Doszło do sytuacji, w której pojawiły się postulaty oznaczające w praktyce daleko idące osłabienie przepisów AdA, a także umorzenie nawet najpoważniejszych naruszeń dotychczasowych regulacji.

„Lex Meysztowicz” – bo tak nazwano jeden z tych projektów od nazwiska posła, który go przedstawił – ma jednak ciekawą historię. Projekt został przekazany w formie pliku, którego metadane wskazywały jako autora prawnika współpracującego z dużą siecią aptek.

Z kolei prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej dr Marek Tomków przedstawił projekt określany jako AdA 3.0. Z jednej strony miałby on ułatwić powstawanie nowych aptek, z drugiej – skuteczniej przeciwdziałać nadmiernej koncentracji rynku. Uzasadnienie jest proste: jeśli dotychczasowe rozwiązania okazują się niewystarczające, państwo nie może pozostawać bierne.

Nie powinno więc dziwić, że w przestrzeni medialnej pojawiają się publikacje wymierzone w osoby kojarzone z obroną obecnych regulacji. Dotyczy to również prezesa Marka Tomkowa. Jednym z najbardziej niepokojących przykładów było ujawnienie informacji o jego dochodach, które – jak sam informował podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu – miały pochodzić z deklaracji podatkowej pozyskanej bezprawnie z urzędu skarbowego. „Biznes to wojna”, więc wszystkie chwyty dozwolone.

Mariusz Politowicz, członek Naczelnej Rady Aptekarskiej

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 6/2026