14 lipca 2024

Wybór mądrze adresowany

Po raz kolejny stajemy do wyborów samorządowych, przekonując się, jak różne są nasze wyobrażenia o lekarskiej korporacji w porównaniu z zadaniami wypływającymi z ustawy.

Infografika: Gazeta Lekarska

Na jednym z placów Neapolu stoi hellenistyczny monument czasów rzymskich, który po setkach lat zapomnienia powrócił na swoje miejsce w epoce renesansu.

Wykopany w XV w. posąg nie miał głowy, a za sprawą dzieci wokół jego torsu postać przedstawiano jako symbol miasta, które karmi swoich mieszkańców. Wielka zatem była konsternacja Neapolitańczyków, gdy po rekonstrukcji głowy „Corpo di Napoli”, zamiast matki żywicielki, zobaczyli brodatą personifikację boga rzeki Nil.

Zespół „Gazety Lekarskiej” intensywnie przygotowuje się do specjalnego wydania, w którym z okazji 100-lecia pierwszej polskiej regulacji o izbach przedstawi poglądy na temat działalności korporacji dwóch zawodów lekarskich w ciągu ostatniego wieku. W subiektywnej ocenie, rozpisanej na głosy, nie zabraknie wspomnienia o funkcjonalnej przerwie lat 1950-90, kiedy na mocy likwidacyjnego dekretu odebrano samorządowi reprezentację środowiska wobec władz państwowych.

Przez cztery dekady forum było puste i nieme. O wszystkich aspektach zawodu decydowali urzędnicy. Nie raz i nie dwa postanowienia administracji miały charakter represji. Wolność zawodu była naprawdę bardzo iluzoryczna. Nakazy pracy, partyjna obsada stanowisk dyrektorskich, ordynatorskich i kierowniczych to peerelowska codzienność, do której dość często i lekko porównujemy realia współczesności.

Odnaleziona w maju 1989 r. idea samorządu lekarskiego stanęła ponownie na placu dostępnym dla publiczności. Problem w tym, że grupy widzów, w zależności od stażu, statusu i miejsca obserwacji, inaczej zapamiętały albo wyobrażały sobie monumentalne „Corpo di Medici”, czyli alegoryczną matkę karmiącą i chroniącą środowisko lekarskie przed wszystkimi zagrożeniami, wszelką zmianą i krytyką. Jakie zatem oblicze powinien mieć NIL, aby nie zawieść oczekiwań lekarskiej publiczności stojącej przed cokołem?

Czy kadencyjna rekonstrukcja antycznej głowy może wpłynąć na większe zainteresowanie i zaangażowanie? Czy odbudowany z takim wysiłkiem pomnik coraz bardziej pokrywa się mchem? Czy delegaci na zjazdy stają się z roku na rok coraz bardziej dostojnymi kustoszami muzealnego obiektu? Czy za fasadą statui etyki i deontologii toczy się już inna gra, daleka od symbolicznych i wzniosłych zamierzeń twórców dzieła?

Czy izba lekarska to tylko turystyczna ciekawostka, tło fotografii podczas ceremonii odebrania prawa wykonywania zawodu lekarza i logo z ostatnim pożegnaniem na szarfach pogrzebowych wieńców? Jak bardzo zależy nam, aby dotrzeć do „Piazzetta del Nilo”? A może interesują nas już tylko pałace i zamki na wzgórzach, odległe ogrody Capri, wysokie klify Sorrento i święty spokój głębokich katakumb rejonu Sanita?

Opowiadanie historii samorządu lekarskiego, wzbogacone nawet najbardziej eleganckimi legendami o założycielach i wspomnieniem strzelistych aktów przeszłości, nikogo do wyborów nie zachęci. Aby odebrać kopertę, wyjąć kartę do głosowania, oddać głos i wrzucić list do skrzynki, trzeba minimalnego przekonania o wpływie na mądre oblicze korporacji.

Parafrazując tytuł programu rozrywkowego, twarz izby musi brzmieć znajomo! W innym wypadku zachwyt będzie fałszywy, głos źle adresowany, a urna wyborcza z biegiem lat stanie się tylko cokołem pomnika starożytnej świetności.

Jarosław Wanecki, pediatra, felietonista