Łukasz Jankowski: Ostrożnie z tą sztuczną inteligencją

Postęp technologiczny w medycynie daje ogromne możliwości. Nowe terapie, nowoczesne narzędzia, algorytmy AI – dużo mówi się o korzyściach dla pacjentów, które mogą ze sobą nieść zdobycze techniki.

Fot. Monika Szałek

Ale czy rzeczywiście sztuczna inteligencja ma tylko dobre strony? Zwiększenie szybkości wykonywania zadań, zwiększenie produktywności – brzmią dobrze. Ale czy przekładają się na efekty? Przyznam, że mam coraz większe wątpliwości.

Prosty przykład – użyteczność algorytmów w życiu codziennym. Są już pierwsze badania m.in. badaczy z Uniwersytetu Stanforda, które pokazują, że sztuczna inteligencja może istotnie zwiększać – od 76 proc. do nawet 176 proc. – produktywność wykonywania zadań życia codziennego w internecie, takich jak m.in. robienie zakupów online, wybieranie produktów czy planowanie podróży.

Naukowcy wykazali jednak, że zaoszczędzony przez używanie AI czas badani poświęcali niemal wyłącznie na dalsze przeglądanie internetu, media społecznościowe lub inne formy rozrywki. Czyli zwiększona wydajność pracy jednostki nie posuwała świata do przodu, szybsze wykonanie zadania nie sprawiało, że resztę czasu poświęcano na rozwój czy nabywanie nowych kompetencji. Robimy więc z użyciem AI rzeczy szybciej, ale czy sumarycznie lepiej?

W życiu zawodowym według dostępnych analiz rzecz ma się podobnie – choć produktywność szeregowych pracowników istotnie rośnie, całe organizacje w związku z użytkowaniem AI nie mogą pochwalić się osiąganiem celów ani przyspieszonym rozwojem. Przekładając to na naszą branżę – być może „lekarz przyszłości” wyposażony w cyfrowe narzędzia będzie szybciej analizował dane, ale czy rzeczywiście dostarczy pacjentowi więcej zdrowia?

Ważne jest też podejście do korzystania z innowacji – zadowolenie z używania algorytmów zgłaszali ci pracownicy, którzy AI traktowali jak „stażystę świeżo po studiach”, umiejącego szybko analizować dane, ale mającego też prawo do błędu (tzw. halucynacji), a niezadowolenie ci, którzy traktowali AI jako mędrca, wyrocznię czy specjalistę w danej dziedzinie.

Rozwój technologii przynosi także obawy. Nie tylko te wynikające z realnego zagrożenia, ale także z atmosfery narosłej wokół kolejnych wycieków danych medycznych i ataków hakerskich. Z jednej strony powierzamy coraz więcej naszych danych różnym firmom lub wpisujemy je do algorytmów AI, z drugiej mamy poczucie minimalnego wpływu na ich bezpieczeństwo. Poczucie zagrożenia atakiem hakerskim towarzyszy naszym pacjentom. I sprawia, że zaczynają nieufnie podchodzić do nowoczesnych rozwiązań wspomagających zdrowie. Pojawiają się pytania, których nie słyszeliśmy wcześniej.

Przykład? Całkiem niedawno usłyszałem na korytarzu szpitalnym pytanie: „Czy pompa podająca mojemu dziecku lek, a umożliwiająca sterowanie zdalne przez mój smartfon, jest podatna na atak hakerski? Czy np. rosyjski haker mógłby włamać się zdalnie do pompy czy czujnika i zmodyfikować przepływ np. insuliny?”. Kiedyś traktowalibyśmy te pytania jak teorie spiskowe, dziś – w dobie sztucznej inteligencji i wycieków danych – są one zrozumiałe. I z takimi pytaniami również jako lekarze zlecający terapie wykorzystujące zdobycze techniki będziemy się mierzyć.

Czy w takim razie mamy rezygnować z dobrodziejstw cyfrowego wiata w imię bezpieczeństwa? Jak powinniśmy działać? Nie mam gotowej recepty. Podejmujemy na łamach „Gazety Lekarskiej” temat bezpieczeństwa danych, próbujemy rozmawiać z decydentami o koniecznych zabezpieczeniach i przemodelowaniu odpowiedzialności za dane. Po głośnych wyciekach z aplikacji gabinetowych uważamy za konieczne uznanie dostawców oprogramowania odpowiedzialnymi za dane.

Chcemy zabezpieczenia tych danych przez państwo – rozmawiamy o tym z Ministerstwem Cyfryzacji. Uwrażliwiamy lekarzy na konieczność zastrzegania swoich danych, w tym numeru PESEL. Współdziałamy z UODO przy wyciekach danych. Ściśle współpracujemy z Komendą Główną Policji: w NIL odbyło się kolejne spotkanie z zespołem ds. cyberbezpieczeństwa KGP w sprawie cyberataków na programy gabinetowe w ochronie zdrowia, ale również hejtu w cyberprzestrzeni. Pracujemy też na forum europejskim – z satysfakcją przyjąłem, że dr Łukasz Jasek, prezes ORL w Łodzi, został właśnie wybrany na przewodniczącego grupy roboczej ds. AI w Europejskiej Unii Lekarzy Specjalistów (UEMS).

Przy tak szybkim rozwoju technologii musimy działać wspólnie. Zacznijmy, proszę, także od siebie – dla własnego bezpieczeństwa uważajmy szczególnie na dane, które umieszczamy w internecie, pytania czy prompty, które udostępniamy narzędziom AI. A w codziennej pracy pamiętajmy, że zgodnie z Kodeksem Etyki Lekarskiej za pacjenta, niezależnie od użycia narzędzi AI, odpowiada zawsze lekarz.

Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 11/2026