Paraliż kadry i wydłużenie kolejek
Na projekt przewidujący m.in. maksymalnie dwa etaty oraz obowiązek co najmniej pół etatu w szpitalu i poradni przyszpitalnej, spadła w środę w sejmowej Komisji Zdrowia fala krytyki.

7 października po południu podczas sejmowej Komisji Zdrowia przystąpiono do pierwszego czytania projektu nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw. Rząd uzasadnia proponowane rozwiązania potrzebą poprawy bezpieczeństwa pacjentów, dostępności świadczeń oraz lepszego wykorzystania środków NFZ. Dla lekarzy projekt oznacza przede wszystkim istotną zmianę zasad łączenia pracy u kilku świadczeniodawców oraz nowe ograniczenia dotyczące wynagrodzeń.
Dwa etaty
Jedną z najważniejszych zmian ma być wprowadzenie maksymalnego łącznego wymiaru czasu pracy pracownika medycznego u wszystkich świadczeniodawców realizujących świadczenia finansowane przez NFZ. Ma on odpowiadać nie więcej niż dwóm pełnym etatom lub równoważnikowi dwóch etatów.
Projekt przewiduje jednocześnie, że lekarze, pielęgniarki, położne, fizjoterapeuci i ratownicy medyczni udzielający świadczeń z zakresu leczenia szpitalnego oraz AOS w poradniach przyszpitalnych co do zasady będą musieli być zatrudnieni u świadczeniodawcy co najmniej na pół etatu. Praca u kolejnego świadczeniodawcy w tym samym zakresie również będzie możliwa co do zasady dopiero przy zatrudnieniu na minimum pół etatu.
Oznacza to odejście od modelu, w którym lekarz może pracować w wielu placówkach w niewielkim wymiarze godzin. Zgodnie z uzasadnieniem projektu jednym z celów nowych przepisów jest związanie pracownika medycznego z jednym podstawowym miejscem pracy, co ma zwiększyć stabilność obsady i bezpieczeństwo pacjentów.
– Projekt ma zapewnić stabilność zatrudnienia kadry medycznej – mówił wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski. Podkreślał, że walka o personel medyczny między placówkami oraz sytuacja, która zaistniała w naszym kraju wymagają odejścia od dotychczasowych zasad, w tym licytowania się o pracownika.
Nie zgodził się z tym poseł Czesław Hoc twierdząc, że rząd działa pod publiczkę, jeśli chodzi o wysokie zarobki lekarzy. Nie ma też strategii i jasnej koncepcji rozwiązań systemowych. Proponowane rozwiązania to hybryda prawna, która łamie standardy prawa pracy i kodeksu cywilnego, w tym zasadę swobody umów i swobodę działalności gospodarczej.
Kolejna placówka tylko za zgodą
Zmiana zasad zatrudnienia ma dotyczyć również osób, które już pracują w kilku miejscach. Podjęcie dodatkowego zatrudnienia u kolejnego świadczeniodawcy ma wymagać zgody dotychczasowego.
Mechanizm ma być powiązany z rzeczywistymi potrzebami kadrowymi placówki. Jeżeli lekarz będzie chciał rozpocząć pracę u kolejnego świadczeniodawcy, jego dotychczasowe miejsce pracy będzie mogło odmówić, jeżeli jego obecność jest niezbędna do zapewnienia właściwej opieki nad pacjentami.
Projekt przewiduje także możliwość czasowego odstąpienia od nowych wymogów przez prezesa NFZ, m.in. w sytuacji braku dostępności pracowników medycznych w określonej dziedzinie lub konieczności zabezpieczenia dyżuru.
Wynagrodzenie z limitem
Drugi kluczowy element projektu dotyczy pieniędzy. Ustawa ma wprowadzić maksymalne stawki wynagrodzenia za świadczenia finansowane przez NFZ.
W przypadku umów cywilnoprawnych maksymalna podstawowa stawka godzinowa ma wynosić 1/20 minimalnego wynagrodzenia. Przy minimalnym wynagrodzeniu w wysokości 4806 zł oznacza to 240,30 zł brutto za godzinę. Stawka może być zwiększona w związku z wykonywaniem dodatkowych zadań, niezwiązanych bezpośrednio z udzielaniem świadczeń finansowanych przez NFZ, np. pełnieniem funkcji ordynatora.
W projekcie określono maksymalne średniomiesięczne wynagrodzenie odpowiadające wymiarowi zatrudnienia, przy czym łączne wynagrodzenie z umów zawartych ze świadczeniodawcami realizującymi kontrakty z NFZ nie będzie mogło przekroczyć średniomiesięcznie 16-krotności minimalnego wynagrodzenia.
– Wprowadzenie maksymalnej stawki godzinowej zahamuje apetyt i chciwość. Proponowane zmiany pozwolą również zadbać o pacjentów, bo nie ma możliwości, by w ciągu doby pracować 70 godzin – podkreślała posłanka Elżbieta Polak.
Co ważne, umowy, które nie spełniają nowych wymogów, miałyby wygasnąć po pół roku. I to rozwiązanie spotkało się z największą krytyką. Janusz Cieszyński mówił, że nowe przepisy pozwolą wyrzucać z pracy kobiety w ciąży czy osoby w wieku przedemerytalnym. A Marcelina Zawisza zaproponowała, by obniżyć limity, ale powiązać je z doświadczeniem, żeby było to bardziej sprawiedliwe. Jak uzasadniała, inna jest sytuacja, gdy lekarz ma np. 10 lat doświadczenia, a inna, gdy dopiero zaczyna pracę.
Koniec z wynagrodzeniem jako procentem kontraktu
Projekt zakazuje również ustalania wynagrodzenia pracownika medycznego jako procentu wartości kontraktu, jaki placówka otrzymuje z NFZ. Chodzi o sytuacje, w których wzrost wyceny świadczenia automatycznie przekłada się na wzrost wynagrodzenia osoby udzielającej tych świadczeń.
Autorzy projektu wskazują, że rozwiązanie ma ograniczyć presję płacową na placówki i zatrzymać mechanizm, w którym zwiększenie finansowania świadczeń przez NFZ powoduje automatyczny wzrost kosztów wynagrodzeń.
NFZ będzie mógł sprawdzić więcej
Zmiany obejmują także uprawnienia kontrolne NFZ. Fundusz ma zyskać możliwość pozyskiwania od podmiotów leczniczych informacji dotyczących zatrudnienia, kwalifikacji i uprawnień zawodowych oraz ewidencji czasu pracy lub świadczenia usług.
Dalsze prace parlamentarzystów mogą jeszcze zmienić kształt proponowanych przepisów. Zwłaszcza, że do projektu złożono liczne poprawki. Na komisji padł też wniosek, by się nie spieszyć i wypracować sensowne przepisy, z których wszyscy będą zadowoleni, a nie przepychać kolanem niedopracowany projekt. A poseł Hoc zapowiedział wniosek o wysłuchanie publiczne (nie został jednak przyjęty).
Dla środowiska medycznego najważniejsze pozostają jednak pytania o zakres limitów zatrudnienia i wynagrodzeń, możliwość ich stosowania w warunkach niedoboru personelu oraz nowe uprawnienia NFZ.