19 maja 2024

Jak wszyscy reklamujemy portal ZnanyLekarz.pl

Kilka tygodni temu przeczytałem w sieci doniesienie, w którym przedstawiciel portalu ZnanyLekarz.pl chwali się, że sąd po raz kolejny stanął na wysokości zadania i obronił jedno z podstawowych praw obywatelskich – prawo do krytykowania publicznie lekarzy. Istotnie – lekarka z Wrocławia przegrała sprawę w sądzie, który odrzucił jej żądanie usunięcia profilu w portalu.

Foto: Mariusz Tomczak

W sentencji wyroku sąd stwierdził, że lekarz to zawód zaufania publicznego – podobnie jak sędzia – i musi poddawać się społecznej kontroli! Moim zdaniem sentencja jest dziwna. Rozumiem, że musimy podlegać kontroli, ale czy każdy człowiek ma prawo nas oceniać? I to podpisując się nickiem? Jaka jest funkcja takiej „kontroli”, skoro – nie znając danych personalnych pacjenta – nie możemy sprawdzić choćby dokumentacji medycznej, czy przypomnieć sobie przebiegu wizyty?

Porównanie do sędziów, którzy istotnie również mogą być oceniani publicznie też jest chybione, bo przecież opinie o nas mogą się bezpośrednio przekładać na nasze przychody, a czasem na nasze bezpieczeństwo. Tymczasem o przydziale spraw sędziemu, ani o wysokości jego zarobków, w najmniejszym stopniu nie decydują obsmarowujące ich komentarze w sieci. No, ale cóż, dura lex sed lex…

Zastanawiające jest jednak coś innego. Czemu portal ZnanyLekarz.pl broni jak lew tego, by na jego stronach znajdowały się profile lekarzy? Profil lekarza w portalu założyć może każdy. Literalnie każdy. Pacjent też.

Musi się tylko zalogować, a potem może napisać o lekarzu prawie wszystko. Przedstawiciele portalu chwalą się, że mają w tej chwili w swojej bazie danych coś około 135 000 medyków. Oczywiście, pracownicy portalu namawiają samych zainteresowanych, by uzupełniali dane, zwłaszcza o miejsca pracy (z tym, że chodzi im o prywatne miejsca pracy – to tyle, jeśli chodzi o dobro pacjentów…). Niżej podpisany spędził pół dnia urlopu nad morzem, opisując swoje liczne miejsca pracy, z adresami, numerami telefonów, zakresem usług, itd.

Jakież było moje zdziwienie, gdy po jakimś czasie zorientowałem się, że mapki mające pokazywać lokalizacje tych miejsc, zamiast Gliwic, potrafiły pokazywać Toruń, a gdy kliknęło się w dane kontaktowe, to pokazywał się tylko adres placówki, bez numerów telefonów, oraz dwie, trzy reklamy lekarzy współpracujących z portalem (czytaj – opłacających portalowi abonament)!

Czyli mechanizm jest taki: na portalu zostaje założony profil lekarza – za jego wiedzą i zgodą lub bez. Potencjalni pacjenci wpisując w wyszukiwarkę internetową tylko imię i nazwisko lekarza, na pierwszym, lub drugim miejscu trafią na jego profil w portalu ZnanyLekarz.pl! Z poziomu portalu nie da się uzyskać numerów telefonów lekarza, o ile nie opłaca on portalowi abonamentu, ale za to podsuwane są pacjentowi nazwiska innych lekarzy o podobnej specjalności i w zbliżonej lokalizacji.

Być może wielu z Koleżanek i Kolegów nie wie nawet, że ich profil jest zapisany na portalu ZnanyLekarz.pl. Pewnie też nie wszyscy zdają sobie sprawę, że nazwisko, dorobek, szacunek i przywiązanie pacjentów, cała „sława mołojecka”, służą do reklamowania przez portal innych lekarzy.

Kancelaria prawna działająca w moim imieniu wysłała na początku sierpnia wezwanie przedsądowe do szefów portalu, ale tym razem nie zmierzam skarżyć się sądowi – tak jak moi poprzednicy – na niepochlebne opinie pacjentów (jak dotąd na moim profilu nie ma żadnych, ale może się pojawią, w końcu co to za sztuka wynająć kilku hejterów?). Nie! Ja będę się skarżył na nieprawne wykorzystywanie mojego imienia i nazwiska do reklamowania portalu i tym samym osiągania przez niego przychodów!

Lek. med. Lech Mucha
Gliwice

P.S. Wezwanie przedsądowe, w którym zaproponowaliśmy szefom portalu uzupełnienie danych moich miejsc pracy o dodatkowe dane, na przykład o link do strony gabinetu, albo usunięcie profilu, zostało przez portal odrzucone. Kancelaria prawna przygotowuje pozew…

List do redakcji


„Ignorantia iuris nocet” (łac. nieznajomość prawa szkodzi) – to jedna z podstawowych zasad prawa, pokrewna do „Ignorantia legis non excusat” (łac. nieznajomość prawa nie jest usprawiedliwieniem). Nawet jeśli nie interesuje cię prawo medyczne, warto regularnie śledzić dział Prawo w portalu „Gazety Lekarskiej”. Znajdziesz tu przydatne informacje o ważnych przepisach w ochronie zdrowia – zarówno już obowiązujących, jak i dopiero planowanych.