Rita Sharma: Kultura strachu utrwala patologie

Zgłaszanie nieprawidłowości ma sens. Bez tego sytuacja się nie poprawi, dlatego zachęcam do reagowania i sygnalizowania problemów – mówi dr n. med. i n. o zdr. Rita Sharma, przewodnicząca Zespołu ds. Naruszeń w Ochronie Zdrowia Naczelnej Izby Lekarskiej, w rozmowie z Lidią Sulikowską.

Fot. Paweł Sudara

Czy lekarz zgłaszający nieprawidłowości występujące w pracy jest chroniony, czy raczej naraża się na zawodowe konsekwencje? Afera w Szpitalu Południowym w Warszawie i doniesienia medialne na temat tego, co miało się dziać w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Toruniu, pokazują, że osobom informującym o naruszeniach nie jest łatwo.

Mimo pozytywnych zmian w przepisach prawa sygnaliści nadal często spotykają się z negatywnym odbiorem społecznym. Wciąż funkcjonują określenia takie jak „donosiciel” czy „kabel”. Sama wielokrotnie doświadczyłam takiego podejścia w różnych miejscach pracy.

Zgłaszam problemy, ponieważ wierzę, że jest to droga eliminowania nieprawidłowości. Niestety, często bywam postrzegana jako osoba, która „wszędzie widzi problem”.  Spotykałam się z lekceważeniem, słyszałam, że przesadzam lub że nie ma sensu niczego zmieniać, bo „tak było od zawsze”.

Zresztą ten argument – że coś funkcjonuje od lat – pojawia się najczęściej. Co istotne, nie słyszę go wyłącznie od osób zbliżających się do emerytury, ale również od osób w średnim wieku. To bardzo trudne, ale mnie nie zniechęca. Wciąż żyje we mnie idea, że zgłaszanie nieprawidłowości ma sens. Bez tego sytuacja się nie poprawi, dlatego zachęcam do reagowania i sygnalizowania problemów.

Nie obawia się Pani nieprzyjemnych konsekwencji?

Nieraz mi mówiono: „nie rób problemu, bo nie przedłużą ci umowy”. Mimo to nigdy nie było we mnie strachu, ale mam świadomość, że większość osób może się obawiać. Ludzie mają zobowiązania, rodzinę na utrzymaniu i potrzebują stabilnego miejsca pracy.

Lekarze bardziej boją się reakcji pracodawcy czy ostracyzmu ze strony środowiska?

Oba te mechanizmy wzajemnie się wzmacniają. Jeśli lekarz ma szefa, który wspiera zgłaszanie nieprawidłowości, zwykle nie tworzy się zła atmosfera ze strony współpracowników. Problemy pojawiają się wtedy, gdy osoby zarządzające obawiają się reakcji swoich przełożonych lub nie chcą mierzyć się z trudnymi tematami.

Trzeba też otwarcie powiedzieć, że wiele osób próbuje reagować, wielokrotnie zgłaszając problemy szefowi oddziału czy dyrekcji szpitala, ale ciągle odbijają się od ściany. To powoduje, że w końcu tracą motywację do dalszej walki.

Warto jednak też zwrócić uwagę, że czasem ta nieskuteczność wynika z tego, że zgłaszamy naruszenia w niewłaściwy sposób. Wydaje mi się, że brakuje nam wiedzy, czego należy w tym zakresie przypilnować. Najważniejsze jest to, aby wszystkie zgłoszenia były składane na piśmie z datą wpływu do sekretariatu. Tego niestety często nie pilnujemy.

Co powinno się zmienić, by lekarze chętniej zgłaszali naruszenia?

Jeśli chodzi o zmiany systemowe, to warto przyjrzeć się funkcjonowaniu zespołów antymobbingowych i rad nadzorczych w szpitalach. Często tworzą je osoby pracujące w szpitalu, które są w przyjaźni z dyrekcją czy innymi osobami decyzyjnymi. To nie gwarantuje obiektywizmu ani bezstronności.

Takie zespoły powinny tworzyć osoby z zewnątrz, niezależne, kierowane z urzędu, a składy powinny podlegać częstym rotacjom. Tylko w ten sposób unikniemy sytuacji, że przykładowy Mirek z Wojtkiem odpowiednio się zajmą kłopotliwą sprawą. Mam świadomość, że wdrożenie takiego rozwiązania jest dużym wyzwaniem, ale w końcu każda zmiana jest trudna.

Co radziłaby Pani lekarzom, którzy widzą nieprawidłowości, ale boją się je zgłosić przełożonym?

Oczywiście zachęcam do kierowania zgłoszeń do Zespołu ds. Naruszeń w Ochronie Zdrowia działającego przy Naczelnej Izbie Lekarskiej. Dotychczas jednak mieliśmy niewiele takich sygnałów. Nie wpłynęły do nas na przykład żadne zgłoszenia dotyczące Szpitala Południowego. Chciałabym to zmienić.

Dotychczas najwięcej zgłoszeń mieliśmy od niezadowolonych pacjentów. Tego typu zgłoszenia odsyłamy do właściwych organów, głównie Rzecznika Praw Pacjenta albo okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej, jeśli w grę wchodzi skarga na lekarza.

Ideą utworzenia zespołu, który powstał w 2023 r., jest pomoc lekarzom i lekarzom dentystom w sytuacjach problemowych dotyczących organizacji miejsca ich pracy, które mogą prowadzić do zagrożenia bezpieczeństwa zdrowia lub życia pacjenta i bezpieczeństwa pracy personelu. Docelowo chcielibyśmy zajmować się właśnie systemowymi problemami i patologiami dziejącymi się głównie w szpitalach. To mój cel na najbliższe cztery lata jako przewodniczącej zespołu.

Chodzi na przykład o sytuację, kiedy w oddziale dyżuruje mniejsza liczba lekarzy niż powinna. Zajmowaliśmy się sprawą, gdzie w oficjalnym grafiku oddziału raportowanym do NFZ widniało dwóch dyżurnych, a w rzeczywistości na dyżurze był tylko jeden. Skoro NFZ wymaga dwóch dyżurnych, to skądś ten wymóg wynika, a nieprzestrzeganie go powoduje, że nie da się dobrze wykonywać swoich obowiązków.

A jeśli lekarz widzi, że jego kolega lub koleżanka wykonuje procedury, do których nie ma uprawnień?

Zaobserwowane braki merytoryczne w kwestii przygotowania do zawodu powinniśmy zgłaszać do okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej. Natomiast jeśli dany lekarz pracuje bez stosownych uprawnień, na przykład ma warunkowe prawo wykonywania zawodu, a mimo to pracuje samodzielnie w szpitalnym oddziale ratunkowym, to wówczas jest to jak najbardziej kwestia organizacyjna, w której podejmiemy interwencję.

Dlatego lekarzu, lekarko, jeśli widzisz u siebie w pracy problem natury organizacyjnej, zgłoś się do nas. Wszystko jest w twoich rękach. Nie bój się zgłaszać patologii. Ten zespół działa, żeby ci pomóc. Zgłoszenia przyjmujemy pod adresem naruszenia@nil.org.pl. Nam jako organowi łatwiej się zwrócić z interwencją na przykład do osób zarządzających szpitalem lub do NFZ, aby niepokojące sytuacje wyjaśnić.

Można zgłosić sprawę anonimowo?

Nie preferujemy anonimów, ponieważ często chcemy osobie zgłaszającej, której sprawa dotyczy, zadać dodatkowe pytania i poprosić o wyjaśnienia. Jeśli ktoś się obawia, to można zaznaczyć w zgłoszeniu, abyśmy nie ujawniali jego danych ze względu na obawę utraty miejsca pracy. Chcemy pomóc w rozwiązaniu problemu, a nie przysparzać dodatkowego kłopotu.

Lekarze mają się czuć bezpiecznie. Rzecz jasna, jeśli wcześniej lekarz zgłaszał sprawę dyrekcji, to pewnie te osoby domyślą się, o kogo chodzi w związku z naszym zapytaniem. Dlatego zachęcam do zgłaszania naruszeń jeszcze na etapie, gdy do kontaktu z dyrekcją nie doszło, np. lekarz odbył nieskuteczną rozmowę z ordynatorem.

Co w sytuacji, gdy ze strony dyrekcji brakuje woli do rozwiązania problemu?

To zależy, czego dotyczą nieprawidłowości. Na przykład w sytuacji, gdy nie zgadza się obsada grafiku dyżurowego ze stanem faktycznym, informujemy o tym NFZ, bo to jest kwestia nieprawidłowej realizacji kontraktu z płatnikiem.

Jakich narzędzi potrzebuje zespół, by działać skuteczniej?

Moim marzeniem jest dobra współpraca z Ministerstwem Zdrowia, NFZ, Rzecznikiem Praw Pacjenta. Liczę też na rozwój współpracy z okręgowymi rzecznikami odpowiedzialności zawodowej i Naczelnym Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej.

Czy warto byłoby wdrożyć systemowo rozwiązanie w formie zewnętrznego organu, który z automatu badałby przypadki, gdy sygnalista zgłaszający naruszenie doświadcza przykrych konsekwencji zawodowych, np. otrzymuje naganę albo zostaje zwolniony z pracy?

Pytanie, jak takie przypadki wychwycić. Obecnie większość lekarzy w szpitalach jest zatrudniana na kontraktach. Kontrakt trwa 2–3 lata i po tym okresie sygnaliście po prostu można nie przedłużyć umowy. Myślę, że mogłoby tu pomóc ujednolicenie praw pracowniczych niezależnie od formy zatrudnienia.

Na pewno potrzebujemy systemowego rozwiązywania patologii w polskiej ochronie zdrowia – być może w formie czegoś w rodzaju izby kontroli przy Ministerstwie Zdrowia, do której lekarze mogliby bez obaw zgłaszać problemy. Mam na myśli organ podobny w swojej roli do Rzecznika Praw Pacjenta. My jako zespół naruszeń możemy skontaktować się z dyrekcją, poprosić o wyjaśnienia w konkretnym przypadku, natomiast w skali kraju danej patologii nie naprawimy.

Jakie są Pani zdaniem największe systemowe naruszenia organizacji pracy w szpitalach?

Powszechne jest oczekiwanie, że pacjent przed operacją zgłosi się na oddział z wykonanymi badaniami krwi. To jest dla mnie sytuacja nie do zaakceptowania. Kolejne naruszenie funkcjonujące w wielu szpitalach dotyczy tego, że lekarze dyżurujący w swoich oddziałach muszą dodatkowo udzielać konsultacji w szpitalnych oddziałach ratunkowych. To nie jest normalne, a dzieje się tak, bo pracują tam nie tylko specjaliści medycyny ratunkowej, ale często też osoby bez doświadczenia i odpowiedniego przygotowania.

Kolejna sytuacja do naprawy to kwestia dostępu do opieki psychologicznej dla pacjentów w chorobie oraz ich rodzin. Codziennie zderzamy się z trudnymi emocjami i oskarżeniami – że jestem złym lekarzem, że coś zostało źle zrobione. Dzieje się tak, ponieważ te emocje nie są zaopiekowane. W efekcie nawzajem skaczemy sobie do gardeł, przez co lekarz wypala się zawodowo, a pacjent czuje się źle potraktowany. Może to nie jest oczywista nieprawidłowość systemowa, ale wszyscy czujemy, że ten obszar wymaga poprawy.

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 9/2026